— Bo widzisz — mówił Julek — czémże jest ten nasz dom, w którym ludzie nic więcéj nie robią, tylko gotują, jedzą, śpią i budzą się, dla tego, aby znowu gotować, jeść i spać? Ciemną piwnicą, w któréj mieszkają trzy siostry: biéda, nuda i krzywda!

— Nuda... biéda... — zwolna powtórzyła Lusia — to prawda... ale dla czego krzywda?

— A jakże! — tłómaczył chłopiec — dla czegoż mój ojciec przez całe życie, jak koń w młynie, ciągle jedno i jedno koło depce... Zdaje mi się, że zasłużył na to, aby pójść na deptak jaki ładniéjszy i wygodniéjszy...

Lusia z zamyśleniem, lecz téż i z gwałtownością pewną, ręce splotła.

— O Boże! — zawołała — i ja, i mój dziadunio, powinniśmy téż być w Otoku... gdzie biały, duży dom stoi...

Tu, ze szczególnym uśmiechem, w którym swawola łączyła się z goryczą, dodała:

— Okna otwierać można, bo jest czém w piecach palić!...

— Otóż widzisz, — kończył Julek — widzisz i wiesz, że jest na świecie krzywda. A ja ci powiadam, że ona, oprócz biédy i nudy, ma jednę jeszcze siostrę: złość. Zły jestem, jak sto dyabłów!

— A mnie smutno! — mówiła Lusia, bladawą twarz wspierając na małéj dłoni.

— Boś baba! — wzgardliwie rzucał Julek; ale po chwili z przekąsem zapytywał: