Ona za to całą uwagę swą zwracała na młodego człowieka, który, pomiędzy panią Anielą i panem Marcellim siedząc, ich téż twarze, jak słońce oblicza słoneczników, ku sobie zwracał.
Był bardzo przystojnym, jakkolwiek przez rok ubiegły bardziéj jeszcze schudł i pobladł. Piękne i delikatne rysy jego okryły się wyrazem życia i ruchliwości, oczy nabrały blasku, gesta energii i pewności siebie, która, w towarzystwie inném, wydawaćby się nawet mogła rubasznością, lecz w otaczającém go kole budziła podziw, zmieszany z uszanowaniem. Mówił wiele o stolicy, o wspaniałościach jéj i różnorodnych stosunkach, lubując się widocznie wrażeniem, które sprawiał na obecnych, a które wyrażało się u pani Anieli szerszym, niż kiedy, pełnym zachwytu uśmiechem; u pana Marcellego — nieśmiałą, lecz pilną uwagą, z jaką go słuchał; u Lusi zaś gradem zapytań, któremi go obsypywała. Jednak, pomimo swobody téj, humoru i niewidywanego w nim dawniéj zadowolenia, od czasu do czasu na powierchowność jego wibijały się objawy innéj całkiem natury. Zbyt głośny i rubaszny śmiech jego urywał się czasem, czoło chmurniało i zbiegało się pomiędzy brwiami w grube fałdy, oczy nieruchomiały i spuszczały się ku ziemi. W chwilach takich wydawał się srogim, ponurym i o wiele starszym, niż był istotnie. Potém budził się jakby ze snu, podnosił wzrok, uśmiechał się i obu dłońmi burzył, gęste jak las, a długie aż po ramiona, swe włosy. Przyglądając się wciąż synowi, pani Aniela ze śmiechem zawołała:
— Juleczku! dla czego nie kazałeś sobie włosów ostrzydz?... nikt przecież nie nosi takich długich włosów?
— Dla tego właśnie ja noszę i nosić będę. — odpowiedział młody człowiek tonem, repliki nie dopuszczającym.
Pani Aniela o replikowaniu nie myślała, lecz w kilka minut późniéj zawołała znowu:
— Juleczku! dla czego, zmieniając ubranie podróżne, nie włożyłeś czystéj koszuli? przecie-żem wyjęła ją z kuferka i razem z surdutem położyła.
Zachmurzył się i z niecierpliwością odrzucił:
— Ależ, moja mamo! nie pojmuję, jak można zwracać uwagę na wszystkie te drobnostki! Cierpieć ich nie mogę i pewnie sił i życia na nie tracić nie będę. Potrzebniejsze są one na rzeczy ważniejsze...
— O tak! — z zapałem zawołała Lusia, poczém jednak z namysłem dodała: — Jednakże, pamiętasz Julku! czytaliśmy kiedyś o tém, że stopień cywilizacyi kraju odgadnąć można po ilości zużywanego w nim mydła....
Wlepił w nią długie, szyderskie trochę spojrzenie i odpowiedział zwolna i dobitnie: