— A co? — rozległ się za drzwiami szept cichutki, który ja jednak dosłyszałem, bo mam słuch dobry i w salonie panowała cisza.
— Nic, siedzi — odparł szepcik, wychodzący widocznie z ust właścicielki oczka, utkwionego w dziurce od klucza.
— Czy młody?
— Młody, młody!
— A przystojny?
— Nie widzę dobrze.
— Pozwól! niech ja zobaczę!
— Cicho! cicho! odwrócił się i spojrzał na drzwi.
Wraz ze słowami temi, błękitna źrenica zniknęła z dziurki i kilka sekund cicho było za drzwiami.
— Kto-by to mógł być? — szepnął po chwili głos piérwszy.