Uśmiechnął się.
— To dobrze, to chwała Bogu! piękny nagrobek...
Uśmiechając się do myśli własnych, milczał chwilę.
— A za tą doliną... co tam?
— Za tą doliną są winnice, pyszne, pachnące, po zielonych wzgórzach rozpięte, złotemi gronami jagód osypane.
— To może on za tą doliną... pod temi winnicami?
Może. Milczał, myślał.
— To już inaczéj być nie może, — z rozwagą i stanowczością zaczął — albo na téj dolinie, albo za nią... albo pod różami, albo pod winnicami...
Zapytałam, czy Jadwisia za mąż wyszła?
— A jakże! Na Wszystkich Świętych skończy się rok już po jéj godach weselnych. Jeszcze wtedy nijakiéj wiadomości o Kaziu nie było. Jeszcze myśleliśmy, że kiedykolwiek...