— Cały to mój gospodarz teraz i wyręczyciel... Wczas téż wyrósł, bo choć dusza i chętliwa była-by jeszcze do pracy, gliniane ciało domaga się odpocznienia. A jakże!
Śmiał się cichym, piersiowym śmiechem, w którym słychać było i rozradowanie głębokie, i do gwizdania fleciku podobną chrypkę. Zapytałam, co-by ta chrypka oznaczała, i jakie dolegliwości w piersi uczuwa? Czy w twardém życiu, tak bardzo przywykł do fizycznych cierpień, że o jedno mniéj, albo więcéj wcale nie dbał, czy téż tak był zewnętrznym światem zajęty, że na siebie samego uwagi nie zwracał? ale pytanie moje zdziwiło go i nawet rozśmieszyło. Ręką machnął.
— Głupstwo! zaśmiał się, żeby więcéj biedy na świecie nie było! Wiadomo, starość grubijanka nikogo nie zdobi. Mnie téż głos odmieniła. Przeszłego roku ta dudka do piersi mi wlazła, kiedym z Kaziem na mokréj łące przenocował. Daj Boże moim dzieciom tyle dni szczęśliwości, ile ja razy w mojém życiu na mokrych łąkach i na zgniłych kopcach nocował, a nigdy nie szkodziło. Teraz zaś zaszkodziło. Starość. Jak bardzo rozkaszlam się, córka ziółek ugotuje, napiję się i ulży, a choć i nie ulży, mnie o to bynajmniéj! Umrzéć od tego może i nie umrę, a choćbym i umarł, to co? Śmierć czasu nie opowiada, kiedy podoba się jéj, to dziś przyjdzie, kiedy nie podoba się, to jeszcze i za lat dziesięć. Dzieci, chwała Bogu, same sobie radę już dadzą. A jakże! Wielkie porosły wszystkie, i aby im tyle rozumu co urody.
Wewnętrzny spokój tego człowieka był niezmąconym i w dodatku oświetlonym łagodną, ciepłą wesołością, płynącą niewiedziéć zkąd: może z czystego sumienia, zadowolonego serca, z przestronnego i świeżego pałacu przyrody, w którym życie spędził, a w téj chwili może i z téj pieśni, któréj nietylko nuta ale i słowa, znowu zblizka i wyraźnie od pól dochodziły.
Młody siewca szedł zagonem, znowu twarzą ku zagrodzie obrócony, krótkie, a ciągłe deszcze ziarn na ciemną rolę rzucał i śpiewał:
— „Fortuno ludzka, twoja to zabawa
Rzucać jak piłką; wszelka nasza sprawa,
Od ciebie swoję ma dependencyą,
Z ciebie upadek, z ciebie promocyą!”
Fajkę ku piersi usuwając, to znowu na chwilę przybliżając do ust, gospodarz zagrody powoli z rozwagą, z częstemi uśmiechami rozmawiał daléj, opowiadał.