— Nie wiem nic, ale wyjechała.

Przed kilku godzinami jeszcze, wiadomość ta sprawiłaby jej zmartwienie; teraz powiedziała „szkoda” i, topiąc wzrok w zieleni ogrodu, zawołała:

— Idźmy!

— Dokąd?

— Gdzie oczy poniosą!

— Wybornie! Może na koniec świata! Wie pani! wyborna myśl! A gdybyśmy tak z panią poszli... pojechali razem na koniec świata!

Powiedział to ze szczególną powagą, a ona, bawiąc się drżeniem głosu, filuternie mrugnęła powiekami:

— Dobrze! Jutro puścimy się do Australii. A teraz, niech mi pan jeszcze pokaże trochę tych grobowców, które powstały nad znikłem w ziemi morzem pokoleń...

Odeszli aleją ogrodu. Dwie ich postacie młode, zgrabne, z cichą i szybką rozmową oddalały się pomiędzy dwiema ścianami zielonemi, w migotliwej grze świateł i cieni. Za nimi zostawały coraz dalej jaśminy na krzakach, patrząc z pośród złota słonecznego tysiącem oczu śnieżnych, dużych...