Z uśmiechem patrząc na nią, zaprzeczył:

— To być nie może!

— Jest taka, że w porównaniu z nią, ja... pyłek nic nie znaczący! To Janina Skierska!

Gdyby w tej chwili nie miała powiek spuszczonych, zdziwiłaby się bardzo. Imię, które wymówiła, uderzyło w niego przerażeniem.

— Ta malarka — dodała — ta sławna!

Podniosła wzrok i w myśli zawołała:

— Co to jest? Dlaczego on tak pobladł?

Lecz w mgnieniu oka rozważyła, że musi jej tylko tak się zdawać. Zazwyczaj miał cerę bez rumieńców, śniadawą, a teraz może od tych jaśminów pada mu na twarz taka biała łuna. Więc zaczęła pytać:

— Nie zna pan Janiny Skierskiej? Nie spotykał pan jej nigdy?

Nie zaraz odpowiedział, bo ogarnęło go zamyślenie kamienne. Z czołem na dłoni opartem, wzrok miał wbity w ziemię i warga drgała mu lekko, jakby błądziło po niej drażniące ziarnko pieprzu.