— A dlaczegóż to?
— Dlatego, że matka moja bardzo dużo tańczyła.
Rozalia zachichotała.
— Ależ pani radczyni miała już lat ze czterdzieści, kiedy pan radca umarł?
— To nic; wyglądała na dwadzieścia pięć...
— No, no! ależ zawsze... ty jesteś i teraz bardzo przystojna, a ośm lat temu.
— Do końca ośmnastego roku nosiłam krótkie sukienki i haftowane majteczki, a czy byłam przystojną, albo nie, nikt nie wiedział. Wszyscy widzieli, że mama przystojna...
— No, no! — dziwiła się wciąż Rozalia; — moja mama to znowu zupełnie inna, zupełnie inna... Jak zapamiętać mogę, zawsze już w czepeczku chodziła i okazywała siebie starszą nawet, niżeli była, a tylko o mnie troszczyła się: żebym miała ładne ubranie, żebym dobrze wyglądała, żebym wesoło bawiła się i stosownie za mąż wyszła...
— Toś ty bardzo szczęśliwa! — wtrąciła Brygida.
— Dlaczego, Bryniu?