Chichocące i cukierki smokcące kobiety jakby obumarły na chwilę. Rozalia, z osłupiałemi oczyma, lekko trąciła łokciem Żyrewiczową.
— Paniusiu! — szepnęła, — najdroższa! proszę zacząć...
Do twarzy pani Emmy uderzyły gorące rumieńce.
— Ależ, moja panno Rozalio! — odszepnęła, — ja doprawdy nie mogę... taka subiekcya.
I ze spuszczonemi oczyma, nerwowym ruchem zaczęła owijać około palców długi koniec opasującéj ją wstążki.
Stanisław rzucił ku dwom szepcącym i szamocącym się kobietom szybkie spojrzenie i, z zaniepokojonemi oczyma, szybko zawołał:
— Ale, co to panna Rozalia robi? znowu coś nowego? śliczna robótka jakaś!
Z twarzy Rozalii trysnęło uradowanie.
— Profitki paciorkowe! — zawołała, i tryumfalnie podniosła w górę błyszczący i długiemi wisiorami pobrzękujący przedmiot. — Przyszły mi raz do głowy profitki, kiedy w nocy spać nie mogłam... długo potém łamałam sobie głowę nad tém, jakby tu je zrobić... i zrobiłam! Wezmę za parę rubla... najmniéj!
Stanisław zbliżył się i wziął w rękę owoc ów nocy bezsennéj i długiego łamania głowy Rozalii, którym ona zdawała się być niepomiernie dumną i uszczęśliwioną.