— O! Boże mój, Boże! czyż to prawda? czy to być może?
Wpadła w dziedziniec i jak strzała puściła się ku mieszkaniu Żyrewiczowéj.
— Pani moja! — wołała już we drzwiach, — nie wytrzymam... ledwie żyję... skończenie świata... Staś... Staś... ten Stasieczek...
Upadła na kanapkę z załamanemi rękoma i osłupiałym wzrokiem. Żyrewiczowa zerwała się od fortepianu, na którym, z silném akcentowaniem miejsc rzewnych i melodyjnych, wygrywała jakiegoś walca.
— Staś! co się stało ze Stasiem? zachorował? umarł?
— Nie, nie, nie! Dwa tygodnie temu sprzedał Żyrewicze i wyjechał gdzieś daleko, aż na Białoruś, czy co, do jakichś krewnych...
— Wyjechał!
— Wyjechał.
— Jakto, zupełnie? zupełnie?
— Zupełnie... zupełnie.