Było, a resztę dla żalu ukrócę.

Mój Satyr wziąwszy wachlarz w grube ręce,

Jak jął wachlować niby kowal miechem,

Nie uważając na członki chłopięce,

Rozumiał, że to z pachołkiem Wojciechem,

Za pasy chodzi, złamał kość słoniową;

Rura za rurę osądził wołową.

Ja pełna będąc cholery15 i żalu,

Odjeżdżam z domu porzuciwszy dzieci,

Na pożegnaniu powiem mu: brutalu,