Maheu spojrzał na żonę. A więc zgodziła się? Spoważniał i zatroskany siedział bez słowa, paląc fajkę i rozmyślając nad niewdzięcznością dzieci, które żenią się, zostawiając rodziców na pastwę nędzy.

Tańczono bez ustanku. Kurz zwisał chmurą nad głowami, deski podłogi trzeszczały, klarnet wydawał piskliwy ton lokomotywy sygnalizującej katastrofę, a z tancerzy kurzyło się, gdy przystanęli na chwilę.

— Pamiętasz — spytała Levaque, pochylając się do ucha Maheudy — jak raz mówiłaś, że zadławiłabyś Katarzynę, gdyby popełniła głupstwo.

Chaval wrócił właśnie z kochanką z sali. Stali oboje za plecami siedzących i pili piwo.

— Ha, cóż począć — odparła zrezygnowana — ot mówi się tak czasem! Pocieszam się tylko tym, że nie może jeszcze teraz zajść w ciążę... wiesz, jeszcze nie dojrzała. O, pewna tego jestem! Ach, gdyby urodziła i gdybym musiała ją wydać... zginęlibyśmy z głodu!

Muzyka poczęła polkę, a przy ogłuszającym beku klarnetu zwierzył się Maheu żonie ze swego planu. Czemużby nie mieli wziąć lokatora? Miejsca będzie dosyć, gdy Zachariasz odejdzie, a właśnie Stefan szuka mieszkania. W ten sposób dochód wyrównałby się znowu. Twarz Maheudy pojaśniała. To była świetna istotnie myśl i koniecznie trzeba ją wprowadzić w życie. Zdawało się biedaczce, że wyratowała się od śmierci głodowej i humor wrócił jej tak szybko, że zafundowała nową kolejkę piwa.

Stefan przekonał już tymczasem Pierrona o potrzebie kasy wsparć, ale popuścił języka i wygadał się wreszcie, o co mu głównie idzie.

— Widzisz, kasa wsparć największe by nam oddała usługi na wypadek strajku. Cóż by nas wówczas obchodziła Kompania! Z kasy czerpalibyśmy zasoby do oporu. No cóż, godzisz się?

Pierron spuścił oczy i pobladł. Wreszcie wyksztusił.

— Pomyślę... pomyślę nad tym.