Maheu przystąpił do Stefana i otwarcie, szczerze uczynił mu propozycję, by zamieszkał u niego. Stefan chętnie się zgodził, tym bardziej, że zbliżało go to do wszystkich mieszkańców kolonii, których chciał pozyskać dla swego projektu kasy wsparć. Załatwiono się w paru słowach, a Maheude zawarowała sobie tylko, by nastąpiło to aż po ślubie Zachariasza.
Przyszedł wreszcie Zachariasz w towarzystwie Levaque’a i Mouqueta, wnosząc ze sobą odór jałowcówki i piżmowych perfum.
Mieli dobrze w czubku, ale rozradowani trącali się łokciami. Gdy Zachariasz usłyszał, że wnet się ma żenić, począł się śmiać na całe gardło, a Filomena oświadczyła, iż woli, że się śmieje, niźli gdyby płakał. Nie było krzeseł, więc Bouteloup usunął się, by Levaque mógł się przysiąść. Siadł i widząc, jak wszyscy rozmawiają zgodnie, rozczulił się do tego stopnia, iż postawił kolejkę piwa.
— Tam do licha, jak zabawa, to zabawa.
Siedziano tak aż do dziesiątej. Wchodziły kobiety, przychodziły po mężów, wlokąc za sobą chmary dzieci, niosąc na rękach niemowlęta uczepione ustami u żółtych piersi obwisłych jak torby sieczki. Mleko kapało, zalewając twarze maleństw, dzieci umiejące już biegać ożłopane piwem jak kufy łaziły na czworakach pod stołami, bez ceremonii odlewając się na podłogę. Zalew piwny płynął szeroką falą z beczek pani Désir, wzdymał brzuchy i sączył się kroplami z nosów, oczu, wszystkich otworów ciała. Napęcznieli, zduszeni w jeden kłębek, wgniatali w siebie wzajem łokcie, kolana i wydawało im się to komiczne. Gęby wszystkie w bezustannym śmiechu rozwarte były szeroko, a spoceni, rozpaleni opoje rozpinali surduty i koszule, obnażając uwędzone dymem na brunatno ciało. Czuli się wszyscy bardzo dobrze, to ich tylko niecierpliwiło, że od czasu do czasu musieli usuwać się, by zrobić miejsce dziewczętom, które szły w głąb ogrodu pod pompę, podkasywały się i wracały za chwilę. Tańczący nie widzieli się już wzajem poprzez tuman pary zmieszanej z kurzem i to ośmieliło niektórych do tego stopnia, że przewracali swe danserki na ziemię, nie zważając na kopnięcia otrzymywane od tańczących. Zresztą odgłos przygłuszał klarnet, a resztę zakrywały suknie wirujących kobiet.
Ktoś powiadomił Pierrona, że córka jego Lidia leży pod drzwiami w poprzek trotuaru. Wypiła swą porcję skradzionej jałowcówki i upiła się tak, że musiano ją zanieść do domu na rękach. Jeanlin i Bébert szli z tyłu, śmiejąc się do rozpuku.
To skłoniło wszystkich do odwrotu, wiele rodzin zabierało się do odejścia, ruszano więc tłumnie z innymi i wiecznie zatopionymi w rozmyślaniach Mouque’em i Bonnemortem. Mijano kolejno miejsca uciechy, gdzie teraz tłuszcz zastygał na patelniach, a ostatnie kufle pijanych opróżniały się na ziemię, ciekąc wąskimi strumieniami po trotuarze. Rozlegały się śmiechy w korowodzie, a gdy minięto ostatnie domy i pogrążono się w ciemności pól, buchnęła ku idącym z niezmierzonych łanów pszenicznych duszna, gorąca fala. Musiano wiele dzieci napłodzić tej nocy. Nikomu się jeść nie chciało, Levaque padł od razu na łóżko i spał już, gdy u Maheuów dogryzano jeszcze mechanicznie bez potrzeby resztek mięsa pozostałego z obiadu.
Stefan z Chavalem zawrócili jeszcze do Rasseneura.
— Zgoda! — wykrzyknął Chaval, wysłuchawszy projektu kasy wsparć. — Daj rękę, jesteś dzielny chłop!
Stefana oczy połyskiwały już pijackim blaskiem. Wykrzyknął: