— A cóż to znowu za poglądy! — zawołał Stefan — czyż nam koniecznie do szczęścia potrzeba Boga i raju? Nie możemy to sobie sami wywalczyć szczęścia na tej ziemi?

Mówił z zapałem, rozdzierał mgły zacieśniające horyzont, a jasnego światła snopy oblewały dusze słuchaczy. Pierzchła nędza, nie byli to już ludzie w beznadziejnej rezygnacji, jako owce co dnia pędzone do strzyży, oddające swą wełnę bez myśli i oporu. Byli to teraz ludzie roztęsknieni za swobodą. Bóg zmarł, ale nie zmarła sprawiedliwość i wystarczy ona do ugruntowania szczęścia ludzkości. Zapanuje kiedyś równość, braterstwo, i dnia tego wstanie nowy świat, ogromna, ogarniająca ziemię całą organizacja pozwalająca, by każdy obywatel żył pełnią życia i jego rozkoszy. Stary świat w gruzy się rozleci, a ludzkość oczyszczona z win dawnych utworzy jedną olbrzymią rzeszę pracowników pracującą na podstawie zasady: Nagroda wedle pracy!

I snuł coraz dalej fantazję, tym piękniejszą, im wyżej unosiła się w chmury.

Maheude zrazu wierzyć nie chciała. Bała się. Nie, nie, tak pięknie być nie może, to tylko życie codzienne czyni nieznośnym i napełnia pasją, że człek by potrzaskał wszytko, co tej szczęśliwości stoi na zawadzie! Gdy widziała, że oczy męża poczynają błyszczeć, przerywała Stefanowi, wołając zapalczywie:

— Maheu, nie słuchaj go! Sam czujesz, że opowiada bajki! Gdzieżby kiedy bogacze chcieli pracować?

— Poprosimy ich grzecznie! — odparł Stefan.

Czar jednak działał. Maheude poczęła się uśmiechać zrazu trwożliwie, potem śmielej. Zbudziła się w niej wyobraźnia i stara, apatyczna kobieta przekroczyła wreszcie próg przybytku cudów. Rada była, że może na godzinę zapomnieć o rzeczywistości, pomarzyć, miała teraz swój kącik, dokąd schronić się mogła przed nędzą życia. W jednym zgadzała się tylko bez zastrzeżeń ze Stefanem i mężem. Sprawiedliwość zapanować musi. Urodził się nowy Mesjasz w jej sercu.

— Tutaj masz słuszność! — wolała. — Dobra sprawa zwycięży! Sprawiedliwość przyjść musi! Za to dałabym się porąbać na kawałki. A czyż nie jest sprawiedliwe, by nareszcie na nas kolej przyszła... ha?

Maheu więc pofolgował też swemu zapałowi.

— Psia krew! Nie jestem bogaczem, ale dałbym pięć franków, by dożyć tego! Co to będą za awantury! Ho, ho! Słuchaj no, jak myślisz, daleko to jeszcze?