— A pomów tam z nim o dziadku. Lekarz trzyma z dyrekcją... prawda? Więc to, co mówi, nie jest prawdą. Dziadek może jeszcze pracować? — zwróciła się do Bonnemorta.

Od dziesięciu dni dziadek Bonnemort siedział na stołku z obezwładnionymi nogami. Musiała powtórzyć, nim zamruczał.

— Naturalnie, że mogę. To minie. Oni umyślnie nastawili lekarza, by mi nie płacić stu osiemdziesięciu franków pensji28.

Maheude, na myśl, że może jej w domu braknąć zarobku starego, wydała okrzyk przerażenia.

— Boże miłosierny! Trzeba będzie pomrzeć z głodu, gdy tak dalej pójdzie!

— To prawda — odparł Maheu — umarłemu jeść się nie chce.

Wbił jeszcze parę gwoździ w podeszwę, wreszcie wstał i wyszedł. Kolonia miała wypłatę dopiero około czwartej, więc górnikom się nie śpieszyło. Przystawali, rozmawiali lub wlekli się powoli, a za nimi szły żony, upominając, by zaraz po wypłacie wrócili do domu. Niektóre dawały różne zlecenia w tym celu, by mężowie nie mieli czasu iść do szynku.

U Rasseneura dowiedział się Stefan czegoś nowego. Coraz bardziej niezadowolona ze stemplowania, dyrekcja gnębiła górników karami, konflikt wisiał na włosku, zwłaszcza że owo stemplowanie było tylko widocznie pozorem, poza którym kryło się o wiele więcej przyczyn.

Właśnie gdy Stefan wszedł, jeden hajer wracający z wypłaty opowiadał, że nad okienkiem kasjera przybito ogłoszenie. Co to było, nie wiedział. Każdy z nowo przybywających przynosił inne wieści. Pewnym było tylko, że Kompania z czymś nowym wystąpiła.

— I cóż ty na to? — spytał Stefan Souvarina siedzącego przy stole, na którym leżała tylko paczka tytoniu.