— Było to do przewidzenia, chcą nas doprowadzić do ostateczności.

Dla niego sytuacja była całkiem jasna, mówił spokojnie, objaśniając, że Kompania wobec kryzysu przemysłowego musi zredukować koszty produkcji, by nie upaść. Naturalnie na głodomorach się to odbije, pod jakimkolwiek pozorem obetną im płace. Od dwu miesięcy gromadzą się zapasy węgla, gdyż w wielu fabrykach robota spoczywa, Kompania nie chce zatrzymać ruchu, z obawy kosztów spowodowanych tą bezczynnością, więc idzie drogą pośrednią, może chce nawet wywołać strajk, z którego robotnicy wyszliby pobici, to jest z obniżonymi jeszcze płacami. Wreszcie być może że Kompanię niepokoi kasa wsparć, jako pogróżka na przyszłość, prze więc do strajku, by ją opróżnić, póki w niej jeszcze mało grosza.

Rasseneur usiadł obok Stefana i obaj słuchali strapieni. Można było mówić głośno, gdyż prócz pani Rasseneur nie było nikogo.

— Cóż za myśl — mruczał szynkarz. — Kompania nie zyska na strajku, robotnicy też, najlepiej więc porozumieć się.

Wydawało się to rozsądnym. Rasseneur od czasu popularności swego dawnego lokatora podkreślał coraz dobitniej swe tendencje pokojowe i powtarzał, że domagając się wszystkiego, nie można niczego osiągnąć. Obok dobrotliwości utuczonego piwem grubasa, powodem owych enuncjacji była tajemna zazdrość oraz uraza, że coraz mniej robotników przychodzi pod Nadzieję, by go słuchać i rad jego zasięgać. Dochodziło teraz do tego, że zapominając, iż został wydalony, stawał często w obronie Kompanii.

— Więc jesteś przeciwnikiem strajku? — spytała męża pani Rasseneur.

— Tak.

Wobec tego kazała mu milczeć i słuchać, co tamci mówią.

Stefan rozmyślał z oczyma utkwionymi w kufel, wreszcie rzekł.

— To, co, kolego, mówicie, zdaje mi się słuszne i naprawdę będziemy musieli rozpocząć strajk, do którego nas zmuszają. Bardzo trafne słowa co do tego znalazłem w liście Plucharta, który także jest przeciwnikiem strajków, gdyż robotnik traci na nich tyle, co pracodawca, a przy tym nawet w razie zwycięstwa robotnik nie uzyskuje nic pewnego. Ale widzi on w strajku co innego, mianowicie: wielką siłę agitacyjną, środek do osiągnięcia u robotników uświadomienia sobie większych i ogólniejszych celów... Oto jego list, czytajcie sami.