Stefan począł mówić o republice, która dałaby chleba wszystkim. Ale Maheude potrząsała głową. Pamiętała rok 1848, rok republiki, głodu, rok ich małżeństwa i wielkiej nędzy. Opowiadała smutne dzieje tych czasów z wzrokiem w dal utkwionym, a Stelka spała, nie wypuściwszy z ust piersi matczynej.

— Ni liarda nie było — mruczała — ni co wziąć w usta, a wszystkie kopalnie stały. I cóż był za koniec tych cierpień, jaki skutek tego, że ludzie przymierali głodem jak teraz?...

W tej chwili otwarły się drzwi i oboje ujrzeli ze zdumieniem wchodzącą Katarzynę. Od ucieczki z Chavalem nie pokazywała się w kolonii. Zmieszana była bardzo, tak że zapomniała drzwi zamknąć za sobą. Spodziewała się zastać matkę samą, obecność Stefana nie pozwalała jej wykrztusić słów, które sobie ułożyła po drodze.

— Czegóż tu chcesz? — wrzasnęła Maheude, nie wstając ze stołka. — Nie chcę cię widzieć na oczy, wynoś mi się zaraz. — Katarzyna szukała słów.

— Przyniosłam mamie kawy i cukru... dla dzieci... robiłam poza godzinami.... myślałam o was...

Wyjęła z kieszeni funt kawy i funt cukru i drżącą ręką położyła obie paczki na stole. Strajk w Voreux zaniepokoił ją i zapragnęła trochę dopomóc rodzicom. Ale dobroć serca nie ułagodziła matki.

— Zamiast nam znosić łakocie — odparła — lepiej było zostać z nami i zarabiać.

Posypały się na głowę dziewczyny wyrzuty. Maheuda wylała na nią całą gorycz serca, jaka się tam nagromadziła od miesiąca. Uciekać z kochankiem mając lat szesnaście i to gdy się ma rodzinę żyjącą w nędzy! Na to trzeba być urodzoną kryminalistką, potworem w ludzkim ciele! Jakieś tam głupstwo wybaczyć można, ale takiego postępku nigdy. Czyż zabraniała jej wdawać się z Chavalem? Nie, była wolna jak ptak, żądała tylko, by sypiała w domu.

— Powiedz, dziewczyno — krzyczała — gdzie ty masz serce?

Katarzyna stała przy stole i słuchała wyrzutów, spuściwszy głowę na piersi. Milczała, tylko dreszcz wstrząsał jej drobnym, dziecięcym ciałem. Spróbowała po długiej chwili odpowiadać, wyrzucała oderwane frazesy.