— Nie, nie widziałam pańskiego przyjaciela — odparła wdowa — ale wszystko już gotowe, chodź pan!

Zaprowadziła go do sali balowej. Dekoracja nie uległa zmianie, te same festony róż zdobiły powałę i te same tarcze herbowe z imionami świętych wisiały na ścianach. Tylko estradę dla muzyki zastąpiono stołem i trzema krzesłami oraz powstawiano ławki.

— Doskonale! — rzekł Stefan.

— Będziecie jak u siebie. Piorunujcie, co wlezie... gdyby przyszli żandarmi, to muszą chyba przejść po moim ciele, nim się tu dostaną.

Mimo strapienia uśmiechnął się, spojrzawszy na wielką jak kufa piwa szynkarkę.

Zdumiał się, ujrzawszy wchodzących Rasseneura z Souvarinem i, gdy wdowa wyszła, spytał:

— Co, jużeście przyszli?

Souvarine, który pracował całą noc, gdyż maszyniści nie strajkowali, przyszedł z ciekawości, Rasseneur zaś od paru dni był zakłopotany i przestał się dobrodusznie uśmiechać.

— Plucharta nie ma, bardzo jestem niespokojny! — rzekł Stefan.

Rasseneur odwrócił głowę i bąknął przez zęby: