Przez mgnienie oka walczył z chętką wymierzenia szynkarzowi policzka, ale opamiętał się i by nie ulec pokusie, począł biegać po sali, roztrącając niewinne ławki.

— Zamknijcież przynajmniej drzwi! — ozwał się Souvarine. — Nie potrzebują wszyscy tego słuchać.

Zamknął sam, usiadł przy stole, skręcił papierosa i spoglądał na obu łagodnym wzrokiem, w którym tlał uśmiech.

— Nie gniewaj się, w ten sposób nie dojdziesz do niczego — ciągnął spokojnie Rasseneur. — Myślałem długi czas, że ci nie zbywa na rozsądku. Bardzo mądrze postąpiłeś, przykazując spokój i używając swego wpływu na utrzymanie porządku. Ale teraz chcesz wszystko popsuć...

Za każdym nawrotem przyskakiwał teraz Stefan do szynkarza, chwytał go za ramię, trząsł nim i krzyczał mu w nos swe odpowiedzi.

— Tak, do stu tysięcy diabłów, chcę spokoju, nakazałem spokój, pilnuję spokoju... ale nie pozwolę, by drwiono sobie z nas! Zazdroszczę ci doprawdy, że w tym wszystkim możesz zachować zimną krew, ja myślę chwilami, że oszaleję.

Było to wyznanie. Kajał się sam, iż łudził się do niedawna jeszcze, jak smarkacz, że wnet nastaną czasy szczęścia i sprawiedliwości. Byłoby z tym bardzo wygodnie... założyć ręce i czekać cudu, i patrzyć, jak ludzie pożerają ludzi niby wilki. O nie, trzeba do poprawy świata przyłożyć ręki, bo inaczej wiecznie by panowała niesprawiedliwość i bogacze ssaliby ciągle krew nędzarzy. Nie może sobie też darować, że dawniej chciał odłączyć politykę od kwestii społecznej. Wówczas nie wiedział nic jeszcze, od czasu tego wiele czytał i myśli jego się wyklarowały. Ale systemu, jaki sobie stworzył, wyłożyć jasno nie umiał, pełno w nim było śladów różnych przyjętych raz i znowu odrzuconych teorii. Jedno tylko było niewzruszone, idea Karola Marxa, że kapitał jest rezultatem grabieży, więc praca ma prawo i obowiązek odzyskać skradzione bogactwa. Zrazu zapalił się do utopii Proudhona wzajemnego kredytu, wielkiego wszystko ogarniającego banku światowego, potem byłby się dał pokrajać za Lasallowskie wyposażone przez państwo towarzystwa spółdzielcze, które powoli świat cały zamieniłyby w olbrzymie miasto przemysłowe. Nie mógł tylko sobie wyobrazić, jak by można wykonywać tam kontrolę. Teraz wreszcie doszedł do kolektywizmu i żądał, by wszystkie środki produkcji oddano społeczeństwu. Ale jeszcze nie wie dokładnie, w jaki sposób ideał ten urzeczywistnić, jeszcze ma wątpliwości i nie śmie działać wedle stanowczych zresztą zapewnień tej grupy socjalistycznej. To jedno nie ulega w jego oczach wątpliwości, że w pierwszej linii trzeba opanować rządy. Potem zobaczy się, co dalej.

— Nie rozumiem jednak, co ciebie opętało? Czemu przechodzisz na stronę bogaczy? — krzyknął na całe gardło, stając przed Rasseneurem. — Sam przecież powiedziałeś, że to musi paść!

Rasseneur zarumienił się z lekka.

— Powiedziałem, i gdy padnie, to zobaczysz, że nie gorzej od innych będę się uwijał. Ale dziś nie chcę należeć do tych, którzy zwiększają nędzę i po karkach nieszczęśników wspinają się coraz wyżej, by zrobić karierę.