Pluchart powstał też. W braku dzwonka bił pięścią w stół i powtarzał ochryple: Obywatele! Obywatele!

Po długiej chwili zdołał przywrócić spokój, a zgromadzenie uchwaliło, by Rasseneurowi odebrać głos. Przewodzili delegaci, którzy konferowali z dyrekcją. Wszyscy podnieceni byli głodem i zapaleni do nowych idei. Można było naprzód przewidzieć ten nastrój.

— Tobie to obojętne! Masz co jeść! — ryczał Levaque, grożąc szynkarzowi pięścią.

Poza plecami przewodniczącego pochylił się Stefan ku czerwonemu ze złości Maheuowi, by go uspokoić.

— Obywatele! — mówił Pluchart. — Dajcie mi przyjść do słowa!

Nastała cisza. Począł mówić głosem skrzypiącym, od nie opuszczającej go niemal nigdy chrypki zawodowej, którą wraz z programem obwoził po całym kraju. Potem głos mu się oczyścił, mówił patetycznie, z obliczonymi efektami. Rozpostarł szeroko ręce, chwiał nimi, machał, rozpłomienił się jak kaznodzieja nowej sekty religijnej, a kończąc zdanie zniżał głos wedle wszelkich reguł sztuki oratorskiej.

Mówił o potędze i dobrodziejstwach Międzynarodówki, a mowę tę wygłaszał zawsze w miejscowościach, gdzie zjawiał się po raz pierwszy. Objaśniał cel tego wielkiego związku, który dążył do wyzwolenia proletariatu. Wchodził w szczegóły organizacji. Na samym dole — komuna, wyżej — prowincja, wyżej jeszcze — naród, a na samym szczycie ludzkość. Poruszał ramionami, ilustrując stopniowanie to, kreśląc plan olbrzymiej katedry przyszłości. Potem przeszedł do wewnętrznej administracji, odczytywał statuty, wspominał o kongresach, powoływał się na potężny rozwój dzieła, rozrastanie się programu, który począwszy od walki o podwyżkę płac teraz dochodzi powoli już do idei społecznego obrachunku i zniesienia pracy najemnej. Z kolei omawiał kwestię solidarności robotników wszystkich narodowości, którzy wówczas osiągną taką potęgę, taką uczują potrzebę sprawiedliwości, że zmiotą z powierzchni ziemi zgniłą burżuazję i stworzą nowe, wolne społeczeństwo, oparte na pracy, w którym nie będzie miejsca dla darmozjadów. Grzmiał teraz tak, że drżały festony róż papierowych na zadymionej powale.

Słuchacze rozgrzali się na dobre. Wylatywały z tłumu okrzyki:

— Oto idzie! Wiwat! Przyłączamy się wszyscy!

Nie przestawał mówić. Nim miną trzy lata, zapewniał, świat zostanie zdobyty. Wyliczał członków wszystkich narodowości. Tysiące stowarzyszeń przystępowały masowo. Nie widziano dotąd, by religia jakaś tak się szerzyła. Niebawem Międzynarodówka osiągnie przewagę nad kapitałem, podyktuje pracodawcom warunki, postawi im z kolei nogę na gardle.