Komisarz dobijał się do drzwi, waląc w nie pięściami i grożąc, że każe je wysadzić, jeśli nie otworzą. Niezawodnie zakradł się do sali szpieg i doniósł komisarzowi, że wielu robotników nie ma zaproszeń imiennych, przeto zgromadzenie jest nielegalne.

Tumult w sali wzrósł jeszcze. Nie można się było rozejść, nie głosowano jeszcze nad wnioskiem o przystąpieniu do Międzynarodówki ani czy strajk ma trwać, czy upaść. Wszyscy gadali razem. Przewodniczącemu przyszło na myśl oba wnioski postawić do przyjęcia przez aklamację. Czas naglił. Wszystkich ręce podniosły się w górę, delegaci i robotnicy oświadczyli się więc w imieniu swoim i swych kolegów za przystąpieniem do Związku i w ten sposób dziesięć tysięcy górników Montsou i okolicy zastało członkami Międzynarodówki.

Zgromadzenie skończyło się. Pani Désir, kryjąc odwrót, podparła drzwi wejściowe, wstrząsane już silnymi uderzeniami kolb żandarmskich. Górnicy przeskakiwali ławki i wymykali się na ulicę przez kuchnię i drewutnię. Rasseneur znikł jeden z pierwszych, a za nim chyłkiem podążył Levaque, mimo pogróżek miotanych na głowę szynkarza mając nadzieję, że poczęstuje go przecież może kufelkiem piwa. Stefan wziął pod pachę szkatułkę i wraz z Pluchartem i Maheuem czekał, aż wszyscy wyjdą, uważając za swój obowiązek pozostać do końca. Gdy wyszli, otwarły się nagle drzwi od sali i komisarz wpadł na nową barykadę utworzoną z piersi i brzucha pani Désir.

— I cóż wam przyjdzie z tego — krzyczała wdowa — że wszystko porozbijacie? Widzicie przecież, że nie ma nikogo!

Komisarz był człekiem flegmatycznym, nienawidzącym scen wszelakich, zagroził przeto wdowie tylko, że ją każe zamknąć, zabrał swych czterech żandarmów i poszedł spisać protokół. Za ich plecami drwili sobie na potęgę z całej policji Zachariasz, Mouquet i inni, uradowani, że koledzy wyprowadzili komisarza w pole.

Ulicami Montsou biegli Stefan trzymający szkatułkę wraz z Pluchartem i Maheuem. Stefanowi przyszło na myśl, czemu nie widział Pierrona, Maheu biegnąc odparł, że Pierron choruje na arcywygodną chorobę, obawy kompromitacji. Chcieli obaj zatrzymać Plucharta, ale oświadczył, że musi natychmiast jechać do Joiselle, gdzie ważna go czeka konferencja z obywatelem Legoujeux. Krzyknęli mu obaj w biegu: Dobrej drogi!... i sadzili dalej, ile nóg starczyło, przez Montsou. Stefan i Maheu zadyszani wyrzucali krótkie zdania. Cieszyli się. Niech tylko Międzynarodówka przyśle pieniędzy, kolej przyjdzie na akcjonariuszy prosić, by podjęto pracę. A w tym galopie i tętencie po bruku miasteczka ciężkich butów robotniczych leżało jeszcze coś więcej, coś, jakby ponura zapowiedź burzy, która rozszaleć się miała niebawem po wszystkich koloniach zagłębia węglowego.

V

Upłynęły dwa tygodnie, rozpoczął się styczeń, a mgły zimne przysłoniły pustą, skostniałą równię. Nędza wzrosła jeszcze po koloniach, głód skręcał robotnikom kiszki. Cztery tysiące franków nadesłane z Londynu przez Międzynarodówkę wystarczyły ledwie na parę dni i to tylko na suchy chleb. Potem nie nadpłynęło nic. Rozwianie się największej nadziei rozpaczą napełniło serca biedaków, na kogóż liczyć, gdy opuścili ich bracia. Odcięci od świata wśród mroźnej zimy zwątpili we wszystko.

Był właśnie wtorek, w koloniach brakło chleba. Stefan z delegatami powzięli pomysł chodzenia za składkami po miastach sąsiednich. Wygłaszano też mowy. Ale nie na wiele się to zdało. Ogół zrazu życzliwy zobojętniał, gdyż strajk odbywał się cicho, bez scen dramatycznych. Skąpe jałmużny podtrzymały jedynie najbiedniejszych. Inni sztuka po sztuce sprzedawali sprzęty domowe. Wszystko przeszło w ręce przekupniów starzyzny, włosie z materaców, garnki i meble. Na czas krótki odetchnięto, drobni bowiem kupcy oprymowani przez Maigrata ofiarowali kredyt, by zyskać odbiorców. Kilku, jak Verdonk i dwaj piekarze Carouble i Smelten, otwarli sklepy, ale wnet zapasy ich się wyczerpały i musieli przestać dawać, nie mając pieniędzy na świeży towar.

Stefan był gotów oddać ciało i duszę za sprawę, poszedł do Marchiennes, zastawił swe ubranie sukienne, by przynajmniej Maheuowie mieli zupę. Zostały mu tylko buty, zachował je, by móc chodzić. Zrozpaczony był, że strajk wybuchł za wcześnie, gdy kasa wsparć była jeszcze pusta niemal. Uważał to za jedyną przyczynę niepowodzenia. Niewątpliwie górnicy zwyciężyliby, mając środki. Wspomniał Souvarina oskarżającego Kompanię, że prze do strajku, by zniszczyć ledwo co założoną kasę.