Połączyli się i wobec tego, że była już dziesiąta, usiedli w zacisznym kątku, by zjeść drugie śniadanie. Zjedli kanapki, zapili kawą z blaszanych flaszek i mieli iść do roboty, gdy zaniepokoił ich hałas dochodzący z dalszych chodników. Cóż to? Znowu wypadek? Pobiegli na dół. Co chwila spotykali hajerów, przesuwaczki, chłopców, ale nikt nie wiedział, co zaszło. Wszyscy krzyczeli. Musiało się zdarzyć wielkie nieszczęście. Całą kopalnią owładnęła trwoga. Z wszystkich galerii wybiegały przerażone postaci. Lampy podskakiwały i płynęły szybko ku wyjściu. Gdzież to zdarzył się wypadek? Czemuż ich nikt nie powiadomił dotąd?

Nagle przebiegł mimo nich dozorca wołając.

— Przecinają liny! Przecinają liny!

Zapanowała panika. Wszystko rzuciło się naprzód. Ludzie potracili głowy. Czemu przecinają liny? Kto je przecina? Przecież wszyscy górnicy zjechali! Wydawało się to snem.

Ale inny dozorca nadbiegł i wrzasnął w przelocie:

— Górnicy z Montsou przecinają liny. Wychodzić! Wychodzić!

Chaval zrozumiał i zatrzymał nagle Katarzynę. Na myśl, że stanie twarzą w twarz z górnikami z Montsou, zachwiały się pod nim nogi. A więc przyszli. A on myślał, że wpadli w ręce żandarmów! Przez chwilę wahał się, czy nie lepiej zawrócić i wydostać się przez kopalnię Gaston-Marie. Ale to było niemożliwe, klął, zatrzymywał biegnących i tłumaczył im, że głupio jest tak pędzić. Przecież nie zostawią ich tu na dole.

Nadbiegł znowu dozorca wołając:

— Wychodzić! Wychodzić! Do drabin! Do drabin!

Tłum porwał Chavala. Popychał Katarzynę, czynił jej wymówki, że nie dość prędko biegnie. Czyż chce, by sami zostali tutaj i pomarli z głodu? Te zbóje z Montsou byli w stanie połamać drabiny, nim wszyscy wyjdą. Ta straszna myśl doprowadzała wszystkich do rozpaczy. Rozpoczął się tłok, popychanie, każdy oszalały chciał pierwszy wydostać się stąd na powierzchnię ziemi. Kilku krzyczało już, że nikt nie wyjdzie, gdyż drabiny są już zniszczone. Gdy wszyscy znaleźli się w hali zjazdowej, powstał ścisk nieopisany. Wszyscy pchali się do szachtu, gnietli w wąskich drzwiach wiodących do drabin. Tylko stary stajenny, który właśnie umieścił konie w stajni, patrzył na nich z pogardliwą miną.