Brûlé, Levaque i Mouquette maszerowały, sadząc ogromne kroki. Niechby zjawili się żandarmi. Okaże się, czy odważą się zaatakować kobiety. Za kobietami bez żadnego porządku sunęli mężczyźni, zbrojni w broń różnoraką i ciężkie sztaby żelaza, a ponad ich głowami górowała siekiera Levaque’a, w której ostrzu przeglądało się słońce. Pośrodku biegł Stefan, nie spuszczając z oka Chavala i zmuszając go, by biegł przed nim, a z tyłu pilnował go Maheu, rzucając groźne spojrzenia na Katarzynę, jedyną kobietę nie biegnącą na przedzie. Nie pozwoliła się odpędzić od Chavala, chciała go bronić. Wielu nie miało kapeluszy, wiatr szarpał ich włosami, a wszyscy biegli niby stado dzikich zwierząt w ślad za chrapliwym odgłosem rogu Jeanlina.

Nagle podniósł się okrzyk:

— Chleba! Chleba!

Stefan, który nie przyjął rano swej porcji chleba, uczuł w żołądku ból szarpiący. Słońce stało już wysoko i po sześciu tygodniach strajku głód począł gryźć żołądki wszystkich, podniecone szybkim a długim biegiem po równi. Kilka skórek, odrobinę kasztanów Mouquette strawiono już dawno. Żołądki dopominały się pokarmu i to zaogniało jeszcze bardziej zawiść do zdrajców. Wołano:

— Do kopalń! Nie ma już pracy! Chleba!

Stefan mechanicznym ruchem podnosił od czasu do czasu do ust manierkę z jałowcówką. Drżał z zimna i zdawało mu się, że go to rozgrzeje. Policzki mu rozgorzały, oczy poczęły połyskiwać. Ale nie zakręciło mu się w głowie, chciał powstrzymywać od zniszczenia. Nie dał się unieść zemście.

Gdy tłum mijał drogę do Joiselle, nadbiegł hajer z Vandame, który dla zemsty nad swym chlebodawcą chciał pociągnąć w swą stronę strajkujących. Począł wołać:

— Do Gaston-Marie! Zniszczyć pompy, by woda zalała Jean-Bart!

Grupa biegnących skierowała się w tę stronę mimo protestów Stefana. I na cóż niszczyć galerię? Mimo wściekłości obudziła się w nim odraza do niszczenia tego, czego dokonała ciężka praca górnika. Poparł go Maheu. Czyż rozumnie jest mścić się na maszynie? Ale hajer ciągle nawoływał, tak że Stefan musiał kategorycznie rozkazać:

— Do Mirou! Tam pracują zdrajcy! Do Mirou! Do Mirou!