Maheude wzruszyła ramionami.
— Daj mi spokój! Nic nie mówiłam! Któż ci powiedział?
— Powiedziano mi i basta! Powiedziałaś dalej, że słyszysz przez ścianę, jak robię świństwa i brud narasta w moim domu warstwami, gdyż ciągle leżę na grzbiecie. No, zaprzecz... co?
Co dnia przychodziło do awantur z powodu plotek. Rodziny sąsiadujące z sobą kłóciły się i godziły nieustannie. Zwłaszcza teraz podczas strajku głód i niedostatek zbudziły żądzę sporów pomiędzy kobietami, a spory te kończyły się zazwyczaj bitką mężczyzn.
Niebawem wpadł Levaque, wiodąc za sobą za kark Bouteloupa.
— Oto jest nasz lokator! — zawołał. — Opowie nam, czy daje mojej żonie dwadzieścia sous za noc.
Bouteloup przerażony protestował, bąkając:
— O nie! Nigdy!
Levaque podsuwał Maheuowi pięść pod nos.
— Słuchaj, tego nie zniosę. Powinieneś swej żonie połamać kości! A może wierzysz temu, co mówi?