Stefan siedzący po drugiej stronie stołu począł nareszcie:

— A więc jutro rozpoczyna się na nowo praca w Voreux. Négrel przywiózł belgijskich górników.

— Tak, przywieziono ich nocą! — potakiwał stojący pośrodku izby Rasseneur. — Robota się rozpocznie, notabene... jeśli nie przyjdzie do walki z Belgami.

Potem dodał podnosząc głos:

— Słuchaj, Stefanie! Kłócić się z tobą nie chcę, chcę ci tylko powiedzieć, że przewiduję nieszczęście, jeśli nie porzucicie bezcelowego oporu. Widzisz, sprawa wasza stoi podobnie licho jak sprawa Międzynarodówki. Widziałem przedwczoraj w Lille Plucharta. Sprawa jego też źle stoi.

I szczegółowo począł opowiadać, jak Międzynarodówka zrazu pozyskała miliony robotników i rozkwitła żywiołową siłą, że burżuje dotąd drżą na jej wspomnienie. Ale niebawem stała się widownią wewnętrznych sporów, współzawodnictwa przywódców o znaczenie i rozpada się teraz obecnie na stronnictwa zwalczające się wzajem. Od czasu, gdy anarchiści wyparli z zarządu rewolucjonistów, wszystko rwie się, główny cel, reforma systemu płacy najemnej, przestał istnieć, sama zasada instytucji opartej o naukowe, ekonomiczne przesłanki ustąpiła miejsca mrzonkom, waśniom i pogardzie wszelkiej dyscypliny. Już dziś przewidzieć łatwo rozchwianie się całej sprawy i rozwiązanie olbrzymiego związku pracy, który niby huragan miał zdmuchnąć z powierzchni ziemi stare, zmurszałe, oparte na wyzysku społeczeństwo.

— Pluchart słaby jest ze zmartwienia — kończył — w dodatku ochrypł do reszty. Mimo to mówi dalej, a nawet jedzie do Paryża, by tam przemawiać. Powtórzył mi trzy razy, że nasz strajk jest przegraną stawką.

Stefan słuchał, nie przerywając, zapatrzony w ziemię. Wczoraj, w rozmowie z kilku towarzyszami zauważył gniew, niechęć ich względem siebie. Były to pierwsze zwiastuny utraty popularności i klęski. Nie chciał jednak przyznać się do porażki wobec człowieka, który mu przepowiedział swego czasu, iż tłum odwróci się od niego z pogardą i pomści na nim zawiedzione nadzieje.

— Niewątpliwie — odparł — strajk przegrany, wiem to tak dobrze, jak i Pluchart. Ale byliśmy doń zmuszeni i z góry wiedzieliśmy, że w ten sposób Kompanii nie zmusimy do ustępstw. Pamiętać tylko należy, że ludzie zwykli upajać się nadzieją, zapominają o tym, co wiedzieli z początku, i niepowodzenie uważają za jakiś piorun spadły z jasnego nieba.

— Więc — rzekł Rasseneur — skoro uważasz strajk za przegrany, mam nadzieję, że zaczniesz agitować za podjęciem pracy, że zaczniesz nakłaniać ich do opamiętania się.