— Jestem nareszcie i ja! Jestem do stu tysięcy diabłów! — wrzasnęła. — Ten szubrawiec Pierron zamknął mnie w piwnicy... ale jestem!

I nie zwlekając, poczęła miotać na żołnierzy obelgi.

— Kanalie! Bando rozbójników! Liżecie buty przełożonym, a wobec nas nędzarzy jesteście bohaterami!

Inni poczęli jej wtórować i posypały się jak grad klątwy. Jakiś głos wrzasnął:

— Niech żyją żołnierze! Do szachtu kapitana!

Ale inni wołali:

— Śmierć czerwonym pludrom!

Żołnierze, nieczuli na apel braterstwa i nie dając się odwieść od posłuszeństwa przyjaznymi namowami, pozostali równie obojętni na obelgi. Kapitan stojący przy drugim szeregu wyjął szablę i gdy tłum naciskając coraz bardziej groził zmiażdżeniem oddziału o mur, kazał wziąć broń do sztychu. Żołnierze usłuchali i ostrza bagnetów pochyliły się ku piersiom strajkujących.

— A, draby! — krzyknęła, cofając się, Brûlé.

Ale tłum począł znów napierać z ogromną pogardą śmierci. Maheude, Levaque i inne stanęły przed żołnierzami, wołając: