Przytulił ją do piersi, a dziewczyna, odzyskując pół przytomności, szczebiotała:

— Jakże byliśmy głupi, czekając tak długo? Od pierwszej chwili pokochałam cię i tyś to widział, nie śmiałeś tylko... A pamiętasz potem u nas... gdyśmy to zasnąć nie mogli i leżeli na wznak, dysząc ciężko, paleni pragnieniem uściskania się.

Udzieliła mu się jej wesołość, począł żartobliwie wspominać niemą miłość wzajemną.

— A raz uderzyłaś mnie! O, pamiętam! Dałaś mi w twarz.

— Dlatego, bom cię kochała! — szepnęła. — Wiesz, broniłam się, by o tobie nie myśleć, mówiłam sobie, że między nami wszystko skończone, a jednak czułam, że przyjdzie nasz dzień, w którym się posiądziemy... brakło tylko szczęśliwej sposobności, wypadku szczęśliwego, prawda?

Zadrżał, chciał otrząsnąć się z tego strasznego snu. Potem rzekł:

— Nic nie jest nigdy stracone, potrzeba tylko odrobiny szczęścia i wszystko rozpoczyna się na nowo.

— Więc weźmiesz mnie już do siebie! O, co za szczęśliwy wypadek!

Omdlała na pół osunęła się na ziemię, a głos jej przycichł. Przerażony przytulił ją do siebie.

— Czy cię boli? — spytał.