Była już piąta, gdy Pierronka przyszła spytać, czy nie wiedzą, gdzie się podziała Lidia. Levaque odparł, że bardzo być może iż poszła z Jeanlinem, bo i Bébert znikł, a te urwisze trzymają się zawsze razem. Maheude uspokoiła ją wyjaśniając, że poleciła Jeanlinowi, by jej skąd przyniósł sałaty zimowej, więc pewnie szukają jej we troje... Levaque i Maheu poczęli się droczyć i żartować z młodą kobietą. Udawała z początku, że się gniewa, ale ponieważ jej to w gruncie rzeczy pochlebiało, niebawem śmiała się głośno i trzymała się za brzuch. Pośpieszyła jej z pomocą chuda baba o szczekliwym głosie, przechodzącym, gdy się rozgniewała, w gdakanie kury. Inne kobiety pojawiły się też we drzwiach domów i z oburzeniem robiły uwagi nad postępowaniem Pierronki. Właśnie skończyła się szkoła, mnóstwo dzieci z krzykiem rozbiegło się po kolonii, bijąc się, przewracając po ziemi, a ojcowie, którzy nie poszli do szynku, w grupach po kilku przysiedli na piętach pod murami domów w pozycji, do jakiej nawykli w kopalni, i palili fajki. Wreszcie Pierronka rozgniewała się na dobre, gdy Levaque spróbował namacalnie się przekonać, czy ma twarde biodra, i poszła, on zaś także wyruszył do Rasseneura, pocieszając się myślą, że zastanie tam innych znajomych. Maheu krzątał się dalej po ogrodzie.
Wieczór zapadł szybko, a Maheude zapaliła lampę, zła, że nie ma ani córki, ani synów. Narzekała, że ani razu do roku nie siadają do kolacji wszyscy razem. Czekała przy tym na sałatę. A to smarkacz! Jakże może rwać ją o tej godzinie po ciemku! A właśnie doskonale nadawałaby się sałata do potrawy, jaką przyrządziła na kolację. Była to mieszanina ziemniaków, szczawiu i smażonej cebuli. Odór cebuli napełniał cały dom. Jest to zapach bardzo mdły, niestety zbyt szybko przechodzi w zjełczały i jako taki przesiąknął w mury mieszkań robotniczych kolonii do tego stopnia, że w całej okolicy, dość daleko wkoło czuć się dawał ten odór specyficzny kuchni nędzarzy.
Maheu opuścił ogród, gdy się ściemniło, usiadł na krześle, oparł głowę o ścianę i natychmiast zasnął. Spał w ten sposób co wieczora aż do uderzenia siódmej. Dziś wydarzyło się tak nieszczęśliwie, że gdy Lenora i Henryś w przystępie nadzwyczajnej usłużności chcieli koniecznie pomóc Alzirze nakrywać do stołu... stłukli talerz. Niebawem wrócił też dziadek Bonnemort, by zjeść pośpiesznie kolację i pójść do kopalni. Teraz Maheude zbudziła męża.
— Siadajmy do jedzenia... mniejsza, że ich nie ma! Już mają dość rozumu, by bez pomocy trafić do domu. Zła jestem tylko, że ten smarkacz nie przyniósł sałaty!
V
Stefan, zjadłszy zupę, położył się, nie rozbierając wcale, w swej ciasnej izdebce na poddaszu i zasnął. Znużony był strasznie, gdyż w ciągu dwóch nocy nie spał więcej jak cztery godziny. Zbudziwszy się o zmroku wodził zaspanymi oczyma dokoła, nie mogąc rozpoznać, gdzie się znajduje. Czuł się jak rozbity, głowa mu ciężyła, ledwo utrzymać mógł się na nogach, ale przemógł się i ruszył na przechadzkę przed kolacją.
Pocieplało teraz na dworze i szare niebo nabrało miedzianego koloru, co było znakiem niemylnym, że od północy nadciągają chmury deszczowe i ulewa potrwa długie dni. Już czuć było w powietrzu wilgoć, a noc zstępowała szybko, zatapiając w ciemności dalsze punkty równiny. Niebo ciemniało coraz to bardziej i zdawało się opuszczać coraz to niżej jak całun, nieporuszony i najlżejszym powiewem wiatru. Ponuro było wokół i smutno jak na pogrzebie.
Stefan szedł bez celu, gdzie go oczy niosły. Chciał się tylko pozbyć gorączki. Mijając wejście do Voreux przystanął, chcąc ujrzeć wychodzących górników. Ciemno już było w kopalni. Długie, czarne łachy cieniów leżały na wszystkim, bo latarń jeszcze nie zapalono. Minęła już widocznie szósta, gdyż z bramy wysypywali się gromadkami przesuwacze, ładowniczy, stajenni, hajerzy. Majaczyli w mroku ledwie widzialni, tylko tu i ówdzie rozbrzmiewał wesoły śmiech dziewcząt z sortowni.
Właśnie mijali Stefana Pierron i Brûlé, jego teściowa. Kłócili się, a raczej Brûlé wymyślała mu i czyniła wymówki, iż nie sekundował jej w sporze, który miała przed chwilą z kontrolerem.
— Nędzny tchórzu! Gadzie, co płaszczysz się przed łajdakami wyzyskującymi nas!