Pierron szedł chwilę w milczeniu, a potem rzekł:
— Czy może miałem rzucić się na kontrolera z pięściami? Dziękuję, miałbym kłopotów co niemiara. Nie ma głupich!
— Więc pełzaj przed nimi na brzuchu! — krzyknęła. — Ach, gdyby córka moja była mnie usłuchała... Więc nie dość, że mi zabili męża, mam im jeszcze dziękować za to? O nie... raczej wszystkim oczy wydrapię paznokciami!
Głosy przycichły. Stefan widział jeszcze przez chwilę białe, rozwiane włosy Brûlé i gwałtowne gesty chudych ramion, potem znikła w ciemności. Ale z tyłu za nim szło dwu młodych hajerów rozmawiając. Był to Zachariasz ze swym przyjacielem Mouquetem.
— Wiesz — mówił Mouquet — zjemy teraz podwieczorek, a potem do Wulkanu... dobrze?
— I owszem, ale za małą chwilkę, mam pewien interes.
— Jaki?
Mouquet obrócił się i ujrzał wychodzącą ze sortowni Filomenę. Zrozumiał.
— Ach, tak... no, to pójdę naprzód.
— Dobrze, za małą chwilkę przyjdę tam.