— Kiedy go zabili?
— Dzisiejszego popołudnia.
— Jak umarł?
— Jak bohater, panie. Czerwony Korsarz nie mógł przecież umrzeć inaczej.
— Mów dalej.
— Kiedy pętla zaciskała się na jego szyi, wykrzesał z siebie resztkę sił, by splunąć gubernatorowi w twarz.
— Temu ścierwu Van Gouldowi?
— Tak, księciu flamandzkiemu.
— Znowu on! Wszędzie tylko on! Czyżby poprzysiągł mi nieubłaganą nienawiść? Zabrał mi braci: jednego zdradziecko zabił, a dwóch powiesił!
— Nienawidził ich, bo to byli najodważniejsi korsarze w Zatoce, panie.