Moko wziął notariusza na ręce, a Czarny Korsarz zsunął się na dół, po czym rzucił się biegiem ku ogrodzeniu. Wtem kilku uzbrojonych w arkebuzy mężczyzn wyłoniło się z zarośli, krzycząc:

— Stać albo będziemy strzelać!

Czarny Korsarz chwycił szpadę w prawą dłoń, a lewą sięgnął po pistolet. Był zdecydowany siłą utorować sobie drogę, lecz hrabia powstrzymał go gestem, mówiąc:

— Zostaw to mnie.

Wyszedł naprzeciw zbrojnym i odezwał się:

— Czy nie rozpoznajecie już przyjaciela waszego pana?

— Pan hrabia z Lermy! — wykrzyknęli zdziwieni przybysze.

— Opuście broń albo poskarżę się waszemu dobrodziejowi.

— Wybacz, panie hrabio — odezwał się jeden ze sług Moralesa. — Nie wiedzieliśmy, z kim mamy do czynienia. Usłyszeliśmy ogromny wybuch. Wiedzieliśmy, że w pobliżu oddział żołnierzy osaczył piratów, i pośpieszyliśmy tu, aby nie dać uciec tym zbójom.

— Piraci już uciekli, możecie odejść.