— Do pioruna! — krzyknął Carmaux, którego wybuch odrzucił aż do rynny. — Jeden krok dalej i spadłbym do ogrodu jak wór piasku.

Czarny Korsarz szybko wstał, zataczając się wśród kłębów dymu.

— Żyjecie? — zapytał.

— Tak myślę — odparł Van Stiller.

— Ale... tu się ktoś nie rusza — powiedział hrabia. — Czyżby dostał odłamkiem?

— To ten leń notariusz — odparł Van Stiller. — Upewnij się jednak, bo może tylko zemdlał ze strachu.

— Niech sobie leży — zaproponował Carmaux. — Wyjdzie z tego, o ile żal za utratą domu go nie dobije.

— Nie możemy go tu tak zostawić — zaoponował Czarny Korsarz. — Wybuch wzniecił ogień w pobliskich domach, usmaży się, jeśli go nie zabierzemy.

— To prawda — potwierdził hrabia. — Domy płoną.

— Skorzystajmy z zamieszania i dajmy nogę, przyjaciele — rozstrzygnął Czarny Korsarz. — Moko, zajmij się notariuszem.