W końcu dobili do lewej burty „Błyskawicy”, którą sternik ustawił dziobem do wiatru. Piraci złapali linę zrzuconą im z pokładu i przywiązali łódź.

— Windy w dół! — zarządził ktoś ochrypłym głosem. Z rei46 głównego masztu opuszczono dwa bloczki z przymocowanymi hakami. Carmaux i Van Stiller przymocowali je do burt łodzi, którą na gwizdek kwatermistrza wciągnięto do góry razem z pasażerami.

Dopiero kil47 łodzi szorujący po pokładzie statku wyrwał Czarnego Korsarza z niewesołych rozmyślań.

Obejrzał się dookoła, jakby zdziwiony, że tak szybko znalazł się na pokładzie „Błyskawicy”, po czym pochylił się w stronę ciała, wziął je w ramiona i złożył pod grotmasztem48. Na widok zmarłego załoga ustawiona przy relingach odkryła głowy.

Morgan, zastępca kapitana, zszedł z mostku i podszedł do Czarnego Korsarza.

— Jesteśmy na twoje rozkazy, kapitanie — zameldował.

— Czyń swą powinność — odrzekł pirat potrząsając głową ze smutkiem, po czym oddalił się wolnym krokiem, wszedł na mostek i znieruchomiał niczym posąg ze skrzyżowanymi rękoma.

Na wschodzie różowił się dzień. W oddali, tam, gdzie woda styka się z niebem, blade światło poranka zabarwiało stalowoszarą toń jasnymi refleksami. Nie był to jednak typowy wschód słońca, który zwykle różowi świat swymi promieniami, lecz szare, ponure światło o metalicznej barwie.

Na znak żałoby opuszczono do połowy masztu potężną korsarską banderę, a górne reje fokmasztu49, na których nie rozpięto dotychczas żagli, zostały ułożone w krzyż.

Marynarze z załogi ustawili się w szeregach przy obu burtach. Z ich ogorzałych morskimi wiatrami i osmalonych armatnim ogniem twarzy wyzierał smutek. Z zabobonnym lękiem spoglądali na ciało Czerwonego Korsarza, które kwatermistrz zawinął w płótno, obciążając je uprzednio dwiema armatnimi kulami. Dniało, ale morze dookoła statku wciąż promieniowało własnym blaskiem. Fale głucho rozbijały się o ciemne burty statku i łamały o wysoki dziób.