— A ty, czarny przyjacielu, nic nie widziałeś?
— Widziałem głowę — odparł Moko.
— Głowę czego?
— Manata.
— Niech szlag trafi ciebie i twoje manaty — wymamrotał Carmaux. — To była głowa trupa, ślepoto.
Ktoś krzyknął ze statku:
— Hej tam, w łodzi! Kto płynie?
— Czarny Korsarz! — krzyknął Carmaux.
— Przybijaj!
„Błyskawica” mknęła z chyżością morskiej jaskółki, a jej ostry dziób ciął mieniące się wkoło fale. Jej wielki kształt czernił się w ciemnościach i przywodził na myśl Latającego Holendra, legendarny statek widmo ze swoją załogą upiorów na pokładzie. Uzbrojona w muszkiety załoga ustawiła się w szyku przy relingach43 i nieruchomo oczekiwała powrotu kapitana. Puszkarze44 z zapalonymi lontami w rękach uwijali się przy stojących na rufie działach, a na szczycie bezanmasztu45 powiewała ogromnych rozmiarów bandera Czarnego Korsarza, z wyszytymi na niej dwiema pozłacanymi literami, połączonymi niezrozumiałym ornamentem.