Urwał i zbladł.

Za rufą łodzi, już poza kręgiem świetlistej piany, wyłonił się z wody ciemny, trudny do określenia kształt, który prawie natychmiast pochłonęła morska głębia.

— Widziałeś? — zapytał Van Stillera zdławionym głosem.

— Tak — odpowiedział tamten, szczękając zębami.

— To była głowa.

— Tak, Carmaux, głowa umarlaka.

— Zielony Korsarz płynie za nami. Czeka na swego brata.

— Przerażasz mnie, Carmaux.

— A Czarny Korsarz nic nie widział i nie słyszał?

— To brat zamordowanych!