— To Czerwony Korsarz?
— Cicho, przyjacielu.
Spojrzeli na Czarnego Korsarza, ale on zdawał się nic nie słyszeć. Siedział nieporuszony z głową schowaną w dłoniach i ze wzrokiem utkwionym w ciało.
— Wiosłujemy dalej i niech Bóg ma nas w swej opiece — wymamrotał Carmaux, gestem nakazując Van Stillerowi, by złapał za wiosła.
Nachylił się w stronę Moko i zapytał:
— Słyszałeś ten krzyk, bracie?
— Słyszałem — odpowiedział tamten.
— Co to było twoim zdaniem?
— Może manat.
— Czy ja wiem... — wyszeptał Carmaux. — Być może to manat, a może...