Na rozkaz kapitana marynarze znajdujący się na dziobie rzucili się do gaszenia dwóch dużych świateł pozycyjnych, umieszczonych z obu stron statku, na lewej i na prawej burcie.

— Hej tam w gnieździe! — krzyknął Czarny Korsarz, kiedy na pokładzie zapadły już egipskie ciemności. — Dokąd płynie ten statek?

— Na południe, kapitanie.

— W kierunku Wenezueli?

— Tak sądzę.

— Jak daleko jest?

— Pięć lub sześć mil.

— Nie mylisz się?

— Nie, wyraźnie widzę jego latarnie.

Korsarz wychylił się przez burtę i krzyknął: