Czarny Korsarz przyłożył tubę do ust i krzyknął:

— Przygotować się do zwrotu!

— Wracamy? — zainteresował się Van Stiller.

— A niech to! Ani chybi nie odpuści Hiszpanom — zaklął Carmaux.

— Coś mi się widzi, że nasz wróg myśli podobnie.

Tak rzeczywiście było. Hiszpanie zeszli z obranego wcześniej kursu. Ich okręt dryfował, ustawiony skosem do wiatru, czekając, aż nieprzyjaciel podejmie rękawicę. Załoga co chwilę wykonywała zwrot, ustawiając statek dziobem do przeciwnika, by uniknąć staranowania.

Po przepłynięciu dwóch mil także i „Błyskawica” dokonała zwrotu, lecz zaniechała kolejnej próby szarżowania na nieprzyjaciela. Trzymając się poza zasięgiem kul armatnich, zataczała teraz wokół niego wielkie kręgi.

— Już rozumiem — odezwał się Carmaux. — Kapitan czeka świtu, by rozpocząć atak i rzucić wszystkie siły do abordażu.

— Dzięki temu Hiszpanie nie wymkną się w kierunku Maracaibo — dodał Van Stiller.

— Zgoda. Mój drogi, przygotujmy się na desperacką walkę. Zgodnie z pirackim obyczajem, jeśli przepołowi mnie kula armatnia lub przyjdzie mi wyzionąć ducha na wrogim statku, ustanawiam cię spadkobiercą mojej skromnej fortuny.