Piraci powstrzymali się od ataku, a gotująca się do ciosu broń opadła.
— Poddajcie się! — krzyknął Czarny Korsarz, zbliżając się do Hiszpanów skupionych wokół sterownicy. — Darujemy wam życie w nagrodę za odwagę.
Jedyny ocalały z podoficerów wystąpił naprzód, rzucając na pokład poplamiony krwią topór.
— Pokonaliście nas — powiedział ochrypłym głosem. — Zróbcie z nami, co chcecie.
— Podnieś swój topór, panie — odparł szlachetnie Czarny Korsarz. — Marynarze tak dzielnie broniący swego statku, choć daleko pływa on od macierzystego portu, zasługują na szacunek.
Przyjrzał się ocalałym, nie poświęcając więcej uwagi osłupiałemu oficerowi, który stał jak wryty, albowiem w tego typu bitwach piraci bardzo rzadko akceptowali dobrowolne poddanie się i prawie nigdy nie darowali wolności bez zażądania okupu.
Bitwę przeżyło tylko osiemnastu obrońców, z których prawie wszyscy byli ranni. Złożyli już broń i z ponurą rezygnacją czekali na swój los.
— Morgan — odezwał się Czarny Korsarz — każ opuścić na wodę dużą szalupę z zapasami na siedem dni.
— Puszczasz ich wolno? — z pewnym żalem zapytał zastępca.
— Tak, panie Morgan — doceniam i nagradzam śmiałość i odwagę.