Z nadbudówki wyszła kobieta. Ratując się przed upadkiem, uchwyciła kurczowo drabinki, albowiem statek kołysał się szaleńczo pod naporem wiatru, po czym wspięła się na górę.

Była owinięta w gruby, kataloński płaszcz, lecz nie zakryła głowy i wiatr rozwiewał jej piękne, jasne włosy.

— Pani! — krzyknął Czarny Korsarz, który od razu rozpoznał księżniczkę. — Szukasz tu śmierci?

Dziewczyna nie odpowiedziała, machnęła tylko ręką, mówiąc:

— Nie boję się.

— Wracaj do kajuty — rozkazał blady jak płótno Czarny Korsarz.

Flamandka nie posłuchała. Zamiast tego wspięła się jeszcze wyżej i przytrzymując się sterownicy, przeszła po mostku, po czym schowała się między nadburciem a wielką szalupą, ściągniętą przed burzą z wysięgników, z których łatwo mógł porwać ją wiatr.

Czarny Korsarz gestem nakazał jej wrócić, ale ona stanowczo zaprzeczyła.

— Tutaj jest niebezpiecznie! — powtórzył. — Wróć do kajuty, pani!

— Nie wrócę — odpowiedziała.