— Po co tu przyszłaś?

— Podziwiać Czarnego Korsarza.

— Porwą cię fale!

— Co cię to obchodzi?

— Nie chcę twojej śmierci, rozumiesz? — krzyknął Czarny Korsarz głosem, w którym po raz pierwszy wybrzmiała gwałtowna namiętność.

Młoda dama uśmiechnęła się, ale nie odeszła. Skuliła się w kącie, szczelnie owinęła płaszczem i nie bacząc na wiatr rozwiewający jej włosy i na przemoczone ubranie, uważnie obserwowała Czarnego Korsarza.

Ten zrozumiał, że wszelkie namowy są bezcelowe. Wydawał się wręcz zadowolony z bliskości tej odważnej istoty, która przyszła tu, nie zważając na sztorm, by podziwiać jego męstwo. Nie ponowił więc swej prośby. Chwycił za ster i zajął się nawigowaniem. W krótkich chwilach wytchnienia, gdy huragan na chwilę słabł, spoglądał na nią i bezwiednie się uśmiechał. Z pewnością oboje podziwiali się nawzajem.

Za każdym razem, gdy kierował wzrok w jej stronę, ich spojrzenia się krzyżowały. Księżniczka przyglądała mu się z tym samym zaciekawieniem, z jakim rankiem obserwowała go z fregaty.

Tajemniczy blask bijący z jej oczu rozpętał w jego duszy prawdziwą burzę, wobec której był zupełnie bezbronny. Przez cały czas czuł jej wzrok na plecach. W pewnej chwili ogarnęło go przemożne pragnienie, by odwrócić głowę w jej stronę.

Nagle, gdy fale z niezwykłą siłą przetoczyły się przez pokład, wystraszył się tego spojrzenia i krzyknął: