Zmęczony długą walką z żywiołem i przemoknięty do suchej nitki Czarny Korsarz, gdy tylko dostrzegł światło latarni w osadzie na przylądku, oddał ster Morganowi. Podszedł do skulonej za szalupą dziewczyny i rzekł:

— Chodź, pani, podziwiam twoją odwagę. Żadna kobieta nie powinna igrać z losem tak jak ty, tylko po to, by zobaczyć „Błyskawicę” walczącą z żywiołem.

Młoda dama podniosła się i otrząsnęła z wody, która zmoczyła jej szaty i włosy. Spojrzała Czarnemu Korsarzowi w oczy i uśmiechnęła się:

— Być może żadna kobieta nie ośmieliłaby się przebywać na pokładzie podczas takiego żywiołu. A ja miałam okazję widzieć Czarnego Korsarza przy sterze, walczącego z gniewem natury. Było mi dane podziwiać jego siłę i odwagę.

Pirat nic na to nie odpowiedział. Wpatrywał się w nią płomiennym wzrokiem, a jego czoło nachmurzyło się.

— Odważna jesteś, pani — wyszeptał, tak cicho, że tylko ona usłyszała, po czym z westchnieniem dodał: — Szkoda, że smutna przepowiednia Cyganki czyni z ciebie kobietę fatalną.

— Jaka przepowiednia? — zapytała zdziwiona.

Czarny Korsarz potrząsnął tylko głową.

— To szaleństwo!

— Jesteś przesądny, panie?