— No, no, nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Wspaniale! W ten sposób razem ułożymy plan, później dołączy do nas Bask, którego zaprosiłem na obiad.

— Dziękuję, przyjacielu. Kiedy wyruszamy?

— Jutro o świcie. Twoja załoga jest w komplecie?

— Brakuje mi sześćdziesięciu ludzi. Trzydziestu straciłem w walce, a trzydziestu posłałem na statek zdobyty w Maracaibo.

— Świetnie! Nie będzie problemu ze znalezieniem chętnych. Każdy pirat dałby się pokroić, byle tylko pływać pod twoją banderą.

— Tak, tylko że z jednej strony się do mnie garną, a z drugiej widzą we mnie groźnego upiora.

— Do stu piorunów! Rzeczywiście pogodny jesteś jak słoneczko na niebie. Na pewno twoja księżniczka cię trochę rozrusza.

— Kto wie — odparł Czarny Korsarz.

Wstał i skierował się do drzwi.

— Już wychodzisz? — zapytał Francuz.