— Zatrzymamy się tutaj, u wejścia do zatoki?

— Nie, flota popłynie aż do przesmyku i jutro o świcie napadniemy na miasto.

— Zaatakujemy od strony lądu?

— Tak, razem z bukanierami Franciszka l’Olonnais. Podczas gdy flota będzie ostrzeliwała fort z morza, my napadniemy na Maracaibo, by odciąć gubernatorowi odwrót do Gibraltaru. O świcie szalupy mają być gotowe do opuszczenia na morze i wyposażone w spingardy92.

— Rozkaz, kapitanie.

— Zresztą — dodał Czarny Korsarz — będę przez cały czas na mostku. Zejdę tylko do kajuty po kirys93.

Zostawił Morgana samego i zszedł do nadbudówki. Gdy otwierał drzwi do swojej kajuty, poczuł dobrze mu znany delikatny zapach perfum.

— Dziwne! — zdumiał się. — Gdybym nie był pewny, że dziewczyna została na Tortudze, mógłbym przysiąc, że tu była.

Obejrzał się wkoło, ale po wygaszeniu świateł zapanowały zupełne ciemności. Jednak wydawało mu się, że w kącie kajuty dostrzegł białą postać, opartą o jedno z okien wychodzących na morze.

Czarny Korsarz był odważnym człowiekiem, niemniej był także przesądny. Widząc biały cień nieruchomy w ciemnościach, poczuł, jak zimny pot zrosił mu czoło.