— Czyżby to był duch Czerwonego Korsarza? — wyszeptał, cofając się pod przeciwległą ścianę. — Zjawia się, by przypomnieć mi o przyrzeczeniu, które złożyłem tamtej nocy? To możliwe, że jego dusza opuściła miejsce wiecznego spoczynku?

Prawie natychmiast zawstydził się swojego strachu i zabobonnego lęku. Wyjął mizerykordię z pochwy uczynił krok naprzód i powiedział:

— Kim jesteś? Mów albo zabiję.

— To ja, kapitanie — na dźwięk tego słodkiego głosu Czarnemu Korsarzowi drgnęło serce.

— Ty! — wzruszenie odebrało mu głos. — Ty, pani, na „Błyskawicy”? Myślałem, że zostałaś na Tortudze. Powiedz mi, oszalałem?

— Nie, panie — zaprzeczyła dziewczyna.

Czarny Korsarz rzucił się do przodu, mizerykordia z brzękiem upadła na podłogę. Wyciągnął ręce w stronę dziewczyny, chwycił ją w ramiona, całując koronki wysokiego kołnierzyka zdobiącego jej suknię.

— Ty tutaj? — wyszeptał drżącym głosem. — Skąd się tu wzięłaś? Jak weszłaś na pokład?

— Nie wiem czy mogę... — odpowiedziała zakłopotana.

— Mów, pani.