— Musimy spróbować wysadzić w powietrze fragment muru.

— To istotnie najlepszy sposób, ale któż się podejmie takiego wyzwania?!

— Ja to zrobię — usłyszeli głos za swoimi plecami.

Odwrócili się i ujrzeli Carmaux, któremu towarzyszył jego nieodłączny kompan Van Stiller i ich kamrat Moko.

— Ach, to ty, huncwocie! — rzekł Czarny Korsarz. — Co tu robisz?

— Podążałem twoim śladem, kapitanie. Wybaczyłeś mi, więc nie obawiałem się, że każesz mnie rozstrzelać.

— I słusznie, że się nie obawiałeś. Ale za to pójdziesz podłożyć bombę.

— Tak jest, panie kapitanie. Potrzebuję mniej więcej kwadransa — odparł Carmaux, po czym zwrócił się do swoich dwóch kompanów:

— Van Stiller, podejdź no tu! A Ty, Moko, przynieś mi trzydzieści funtów prochu i dobry lont.

— Mam nadzieję, że zobaczę cię jeszcze żywego — odparł Czarny Korsarz ze wzruszeniem w głosie.