— Nic to. Będzie trzeba znaleźć inną drogę — powiedział Katalończyk. — Niestety zrobiło się bardzo późno.

— Czeka nas postój? — zapytał Czarny Korsarz.

— Spójrzcie!

Dzienne światło zaczęło błyskawicznie gasnąć, w mgnieniu oka las utonął w ciemnościach, które wpełzły we wszystkie jego zakamarki.

— Czy oni też zrobią postój? — zapytał Czarny Korsarz, marszcząc czoło.

— Tak, i nie ruszą się z miejsca, dopóki nie wzejdzie księżyc.

— A kiedy wzejdzie?

— O północy.

— Rozbijmy zatem obóz.

Rozdział XXI. W dziewiczym lesie