— A zatem jakiś Indianin.
— Być może, choć ja osobiście wątpię, żeby to był Indianin. Ooo! Słyszeliście?
— Tak — przytaknęli piraci i Afrykańczyk.
— Ktoś oddalony o kilka kroków od nas złamał gałąź — odparł Katalończyk.
— Gdyby nie ta gęstwina, można by było iść zobaczyć, kto się tam czai — rzekł Czarny Korsarz, dobywając jednocześnie szabli.
— Sprawdzimy?
— Postrzępilibyśmy sobie tylko ubrania w tych ciernistych zaroślach, ale twoja odwaga jest godna podziwu.
— Dziękuję — odpowiedział Hiszpan. — Takie słowa w twoich ustach wiele dla mnie znaczą. Co zatem zamierzasz?
— Iść naprzód. Szable w dłoń. Pod żadnym pozorem nie używajcie muszkietów.
— Naprzód zatem.