Ledwo dosłyszalny świst przeciął powietrze, a następnie cienka strzała przeleciała przez gęstwinę i utkwiła w gałęzi znajdującej się na wysokości głowy.

— Strzała! — krzyknął Katalończyk. — Uważajcie!

Znajdujący się za nim Carmaux wypalił z muszkietu.

Jeszcze nie przebrzmiało echo wystrzału, gdy pośród leśnej gęstwiny rozległ się przenikliwy jęk bólu.

— Na flaki rekina! Mam cię! — krzyknął Carmaux.

— Uważajcie! — zawołał gromko Katalończyk.

Ponad głowami piratów przeleciało ze świstem kilka długich na czterdzieści cali strzał.

— To tam! W tamtych zaroślach! — krzyknął Carmaux.

Van Stiller, Murzyn i Katalończyk wystrzelili jednocześnie ze swoich muszkietów, lecz nie rozległ się już żaden jęk zwiastujący trafienie, jedynie donośne echo wystrzału poniosło się hen, w głąb lasu.

Jeszcze przez chwilę słychać było trzask łamanych gałęzi, szelest suchych liści, po chwili jednak zapadła zupełna cisza.