— Miejmy nadzieję, że tym razem się pokażą — powiedział Carmaux. — Nie było mi jeszcze dane dowiedzieć się, z kim mam do czynienia i spojrzeć w oczy tym natrętnym Indianom.
— Rozproszcie się! — rozkazał Czarny Korsarz. — Jeśli zauważą, że zbiliśmy się w grupę, to spadnie na nas grad strzał.
Drużyna już miała się rozdzielić, chroniąc się za konarami drzew, kiedy nagle w bliskiej odległości odezwały się piszczałki.
— Zaraz tu będą Indianie — powiedział Van Stiller.
— Trzymajcie muszkiety w pogotowiu. Przywitamy ich gradem kul — rozkazał Czarny Korsarz.
— Nie, panie, zaczekaj — powiedział Katalończyk, który od kilku chwil wsłuchiwał się w smutne dźwięki piszczałki. — To nie jest dźwięk bojowy.
— A zatem jaki? Co zatem chcą nam powiedzieć? — zapytał Czarny Korsarz.
— Zaczekaj, panie.
Katalończyk wstał i wyjrzał zza drzewa.
— Carramba! To ich wysłannik, piaye plemienia. Właśnie idzie w naszym kierunku — wykrzyknął.